14 stycznia w naszej szkole doszło do wyjątkowego spotkania. Gościliśmy pana Romualda Żukowskiego - Sybiraka, który zgodził się odwiedzić naszą szkołę i opowiedzieć o losach swojej rodziny. Do spotkania doszło dzięki zaangażowaniu pana Adama Dominiaka, znanego w naszym regionie pasjonata historii, szczególnie tej małej, która często jest ciekawsza i bliższa nam. Dotyczy ludzi zwykłych, a jednak wyjątkowych. Pomoc w zorganizowaniu spotkania okazał również pan Stanisław Cały, sąsiad i przyjaciel pana Romualda, który zorganizował transport, ale znakomicie sprawdził się też jako osoba odpowiedzialna za obsługę laptopa podczas spotkania, dzięki niemu sprawnie pojawiła się na ekranie prezentacja przygotowana przez pana Adama Dominiaka.
Na początku pani dyrektor Cielińska przywitała serdecznie gości i oddała im głos. Spotkanie moderował pan Adam, czasami był zmuszony do ograniczania wypowiedzi pana Romualda, który mógłby opowiadać jeszcze kilka godzin. Trzeba przyznać, że w dobie szybkich, krótkich obrazków zachowanie naszych uczniów podczas spotkania zasługuje na szczególną pochwałę. Jesteśmy z Was dumni!
Na zakończenie były gromkie brawa, wzruszenie, podziękowania, kwiaty... Może kiedyś uda się spotkać raz jeszcze.
Poniżej krótkie streszczenie opowieści pana Romualda. Warto obejrzeć relację na naszym kanale YT.
Po wojnie nie wyjechali z pierwszymi przesiedleńcami z Wileńszczyzny do Polski, bo czekali na ojca, który był na zesłaniu w Workucie za przynależność do AK. Kiedy wrócił z zesłania w 1948 roku, już nie można było starać się o wyjazd do Polski, akcja przesiedlania zakończyła się.
W październiku 1951 roku transportem w bydlęcych wagonach – pociągiem złożonym z 97 wagonów, w każdym po 5 rodzin, ruszyli w nieznane na wschód. Było ich czworo: rodzice, siostra i opowiadający historię syn – nasz dzisiejszy gość Romuald Żukowski.
Podróż trwała 15 dni, przejechali 6 000 km, przez góry Ural, by znaleźć się nad rzeką Jenisej , w mieście Krasnojarsk.
Zimę przeżyli dokwaterowani do rodziny kołchoźników, na wiosnę musieli sami zadbać o miejsce do życia. Zimą temperatury dochodziły do -60 stopni. Pracę przerywano dopiero jak było ponad -40 st. C.
Rodzina Żukowskich wróciła w roku 1956 do Polski, by kolejny raz zaczynać od nowa organizować sobie życie.